Wczoraj relaksowy bieg, testowanie podwozia po czwartkowej klęsce. No i oczywiście cud-przemiana, śladu bólu, wszystko funkcjonowało jak za młodu. Trasę zrobiłem w odwrotnym kierunku: najpierw 5 km asfaltem, druga piątka leśnym duktem. I było super do samego końca.
| No to w drogę... |
Dziś z Michałem odpowiedzieliśmy na wezwanie prezesa, przebiegliśmy się trasą leśnego maratonu. Trasa fajna, bo zróżnicowana, jak to w lesie: trochę trawy, trochę szyszek, sporo piachu, nieco wystających korzeni (prezes przetestował jeden z nich - zarył), jest nawet ścieżka rowerowa - dar Fuhrera dla ludu zachodniopomorskiego. Przeważnie płasko, ale jest też troszeczkę górek, niekoniecznie wysokich, ale upierdliwych, które na czwartym okrążeniu urosną do wielkości Giewontu.
| Oluś, ładne ujęcie! |
| Mafia Gapińskich na trasie |
W treningu wzięła udział cała familia Gapińskich (Aneta, Darek, Ola, Olek i Artur), e-sołtys Albercik, Jacek Chmielewski, ja z Michałem i gość ze Szczecina, jeśli dobrze zapamiętałem imię - Łukasz. Wszyscy dotrwali. :)
| Wszyscy jeszcze świeży i wypoczęci |
| Trzeci kilometr |
| 1328 szyszek i 4 szt. biegaczy luzem |
| Góreczki niby niewielkie, ale męczące |
| Drużyna na ścieżce rowerowej wujka Adolka |
| Po biegu: wszyscy żywi i zadowoleni |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli nie jesteś zalogowany, możesz komentować jako "anonimowy".